piątek, 20 lutego 2026

Nad przebiśniegi

Jeszcze bieli się ziemia

lodem skuta po brzegi,

a mi już zapachniały

czarem snu przebiśniegi.

 

Złota kula błyszcząca

nad szczytami się skrada,

topi zimne lodowce,

kropla za kroplą spada.

 

A we mnie poemat

wiosennej nadziei,

jarzy się w zabłąkanej,

nienazwanej kniei.

 

W roztopy już myślom

opadło zmęczenie,

czy to ostateczność,

a może zbawienie...?

 

Wiem jest taka jasna

biel lśniąca jak zorze,

nie śnieg, nie przebiśnieg,

to Twe światło Boże.

 

I Ty mi tym światłem

świeć na każdej drodze,

bądź mi w bitwie życia

orężem i wodzem.

 

A wiosna niech będzie

malunkiem Twej ręki,

od zgryzoty ziemskiej

i wszelkiej udręki.


-iśka-




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W objęciach chwili

Droga do serca bywa odległa, gdy zbyt mocno mój wzrok utkwi poza strefą czasu, gdzie budzą się mrzonki o sytym szczęściu. Trudno zatrzymać s...