Jeszcze bieli się ziemia
lodem skuta po brzegi,
a mi już zapachniały
czarem snu przebiśniegi.
Złota kula błyszcząca
nad szczytami się skrada,
topi zimne lodowce,
kropla za kroplą spada.
A we mnie poemat
wiosennej nadziei,
jarzy się w zabłąkanej,
nienazwanej kniei.
W roztopy już myślom
opadło zmęczenie,
czy to ostateczność,
a może zbawienie...?
Wiem jest taka jasna
biel lśniąca jak zorze,
nie śnieg, nie przebiśnieg,
to Twe światło Boże.
I Ty mi tym światłem
świeć na każdej drodze,
bądź mi w bitwie życia
orężem i wodzem.
A wiosna niech będzie
malunkiem Twej ręki,
od zgryzoty ziemskiej
i wszelkiej udręki.
-iśka-

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz